Zadzwoń do nas
(+48) 696-416-628
Napisz do nas
adwokat@pawelbala.pl
Co prawo mówi o użyciu przez żołnierza broni palnej w obronie granicy?
- Oficerowie sami nie do końca wiedzą, kiedy można użyć broni. Odpowiadają tylko, że "wtedy, gdy będzie ostateczność" - komentuje dr Paweł Bała, prawnik specjalizujący się w dziedzinie bezpieczeństwa.
Paweł Wojciechowski: Po śmierci szeregowego Mateusza Sitka, który został ugodzony nożem na granicy polsko-białoruskiej, rozgorzała dyskusja o tym, czy żołnierz miał prawo użyć broni, czy też nie. Z czego wynikają te niejasności?
Dr Paweł Bała z portalu munduriprawo.pl, prawnik specjalizujący się w kwestiach bezpieczeństwa: - Odpowiadając ogólnie, żołnierze mają prawo do użycia broni. Wojsko funkcjonuje na granicy na zasadach prawie identycznych jak Straż Graniczna. Problem dotyczy samego trybu użycia broni. Nie reguluje tego Ustawa o obronie ojczyzny, która jest bardzo lakoniczna, jeśli chodzi o kwestie użycia broni na terytorium Polski w czasie pokoju. Natomiast dosyć precyzyjnie reguluje kwestie użycia broni na misjach, czy w czasie wojny. Nasz prawodawca zdaje się być zagubiony w sytuacji, jak to nazwaliśmy, wojny hybrydowej.
Co przepisy mówią o prawie do użycia broni w czasie pokoju?
- Dzisiejsza ustawa o użyciu środków przymusu bezpośredniego i broni palnej wskazuje, że w przypadku naruszenia granicy państwowej użycie broni jest dopuszczalne, ale pod pewnymi warunkami. Mianowicie: jeśli mamy do czynienia z użyciem przez kogoś broni palnej, samochodu osobowego, innego niebezpiecznego przedmiotu. Mój zarzut wobec tych przepisów jest taki, że były projektowane, by nie powiedzieć "szyte", w zupełnie innym stanie faktycznym. Tzn. nie były tworzone pod sytuacje, gdzie dochodzi do ataku na umocnienia graniczne.
Obecnie bardzo często mamy do czynienia z atakami kilkudziesięcioosobowych grup młodych ludzi, być może wyszkolonych przez służby, tak, właśnie jak w przypadku zdarzenia ze świętej pamięci szeregowcem Mateuszem Sitkiem. W tak dynamicznej sytuacji wymaganie oceny od żołnierza tego, czy te osoby są wyposażone w przedmioty niebezpieczne lub czym jest niebezpieczny przedmiot, razi swoim brakiem precyzji. Sam nie potrafię odpowiedzieć, czy kamień lub konar drzewa, są przedmiotami niebezpiecznymi. Skąd ci żołnierze mają wiedzieć, czy ktoś z grupy atakującej granicę ma nóż? Dynamika chwili nie pozwala na tak szybką i skomplikowaną ocenę sytuacji. Nie słyszałem, żeby wydano szeregowcom proste instrukcje, czym jest przedmiot niebezpieczny.
W jaki sposób prawo powinno pomóc żołnierzom na granicy?
- Uważam, że żołnierze powinni jasno wiedzieć, że w przypadku ataku na granicę mają prawo w każdym przypadku użyć broni palnej. Oczywiście, nie postuluję automatyzmu. Byłoby to, łagodnie mówiąc, niehumanitarne, kiedy otworzono by ogień, do załóżmy, dwóch kobiet, w sytuacji możliwości użycia innych środków przymusu bezpośredniego. To byłby postulat faszystowski. Nikt nie chce sytuacji takich, jak mieliśmy na murze berlińskim, gdy Niemcy uciekali do Berlina Zachodniego. Chciałbym natomiast, aby stworzyć pewność prawa dla żołnierzy. Żeby do absolutnego minimum ograniczyć możliwość kontaktu fizycznego z atakującymi bandami. Mam nadzieję, że po drugiej stronie broń palna się nie pojawi. Ale nie możemy wykluczyć, że ci ludzie zostaną odpowiednio wyposażeni przez służby białoruskie. Żołnierze powinni mieć klarowną sytuację prawną. Oficerowie sami nie do końca wiedzą, kiedy można użyć broni. Odpowiadają tylko, że "wtedy, gdy będzie ostateczność". Ale co to oznacza?
Zakucie w kajdanki dwóch żołnierzy, którzy oddawali strzały ostrzegawcze oraz śmierć szeregowca to już kryzys w armii?
- Te sytuacje wywołały dwa komunikaty. Pierwszy został wysłany na zewnątrz: można zaatakować polskiego żołnierza i przeżyć. Drugi komunikat wyszedł do wewnątrz: użycie broni palnej przez żołnierza, funkcjonariusza straży granicznej bądź policji, może wiązać się z licznymi problemami prawnymi, zawieszeniem w czynnościach i zarzutami prokuratorskimi. Jak w takiej sytuacji mamy wymagać, aby żołnierze efektywnie bronili granicy? W ostatnich miesiącach na granicy dużo się zmieniło. Inny jest charakter tych ludzi, którzy forsują granicę. Są dużo lepiej wyposażeni, lepiej wyszkoleni, bardziej agresywni i niebezpieczni. Z rozmów nieoficjalnych wiem, że jest coraz więcej uchodźców z terenów Północnego Kaukazu, z Czeczenii, z Dagestanu. Wcześniej ich nie było.
Premier Donald Tusk zapowiedział wprowadzenie korekty w przepisach o użyciu broni palnej.
- Mam nadzieję, że pójdzie to w kierunku, o którym przed chwilą mówiłem. Czytałem doniesienia o tym, że funkcjonariuszowi Straży Granicznej wybito oko i złamano podstawę czaszki. Jeśli wysyłamy tych ludzi do pracy w tak ekstremalnych warunkach, to stwórzmy im mechanizmy prawne do obrony granicy.
Czy zmiana tych przepisów jest skomplikowana z punktu widzenia tworzenia prawa?
- Jeśli chcemy stworzyć proste ramy prawne do użycia broni palnej, to jest to prosty zabieg legislacyjny. Chodzi o zmianę jednego przepisu (art. 45 pkt 1 lit. d) ustawy o użyciu broni. Obecne normy prawne regulujące działanie służb na granicy były "lepione naprędce". Są prowizorką. Uważam, że wojska operacyjne na dłuższą metę nie powinny stacjonować na granicy. To demoluje ich program szkoleń. Żołnierze nie są od pilnowania płotu. Możemy dyskutować, czy lepiej zastąpić ich rozbudowaną Strażą Graniczną, czy stworzyć nową formację na wzór przedwojennego Korpusu Ochrony Pogranicza. Szkoda, że dyskusję o naprawie przepisów zaczynamy w momencie, gdy ktoś zginął. A był na to czas i w czasie rządów Mateusza Morawieckiego, i w czasie rządów premiera Donalda Tuska.
źródło: https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,31041744,na-czym-polega-problem-z-przepisami-o-uzyciu-broni-palnej-na.html
Przeczytaj także:
Szukaj nas na